O autorze
Pani od seksu, specjalizująca się w coachingu seksu i związków dla przyszłych i młodych rodziców. Edukatorka seksualna, nauczycielka metod obserwacji cyklu, trenerka. Studiowała seksuologię kliniczną oraz life coaching, obecnie w trakcie specjalizacji z sex coachingu. W Radio TOK FM prowadzi w niedziele o 23 program "Dobry Seks". Od kilkunastu lat związana z Grupą Ponton. W domowym stadzie żyje z mężem, dwoma kotami i małym synkiem. Szczęśliwa macoszka studentki. Pisze o seksie, przyjemności, ciele, płodności, związkach i edukacji seksualnej. Nie boi się tematów tabu. ankagrzywacz.pl

Naturalne metody planowania rodziny – już nie tylko kalendarzyk

PublicDomainPictures | CC0 Public Domain
Metody naturalne czy metody obserwacji płodności to nie kalendarzyk. Czy są skuteczne? Kto je stosuje? I dlaczego polscy lekarze i lekarki zbywają pytania o interpretację wykresów śmiechem? Czy konserwatywni katolicy i katoliczki stosujący te metody mają szczęśliwe związki? Czas rozprawić się z mitami. Znajomość podstaw obserwacji jest potrzebna wszystkim kobietom!

Zgodnie z zapowiedzią, wracam jeszcze na chwilę do wypowiedzi papieża Franciszka . Ostatnia, najmniej wyjaśniona przez niego kwestia, to jak osiągnąć pożądany rozmiar rodziny. Papież nie mówi, w jaki sposób pary mają osiągnąć kontrolę nad swoją płodnością, rzuca jakieś zawoalowane stwierdzenia o pomocy duszpasterzy czy grup małżeńskich. Nie wiadomo nawet czy chodzi mu o stosowanie tzw. metod naturalnych. Nie otwiera możliwości zmiany swojego stanowiska w kwestii antykoncepcji, choć już teraz większość katoliczek i katolików stosuje lub popiera różne metody zapobiegania ciąży w podobnym stopniu jak osoby niewierzące czy innych wyznań. Pokazały to choćby wyniki badania Univision przeprowadzonego na zlecenie Stolicy Apostolskiej – w Polsce 75% wiernych rzymskokatolickich popiera stosowanie antykoncepcji.

Prawo do wyboru zakłada, że dajemy ludziom wiedzę na temat danej sprawy, jej konsekwencji i możliwych opcji. Ufamy, że podejmą decyzje najwłaściwsze dla siebie.




Tak jest z pewnością w kwestii planowania rodziny. Nauka wypracowała dla nas wiele różnych metod – spirale, prezerwatywy dla mężczyzn i kobiet, środki hormonalne, sterylizację, wreszcie metody obserwacji płodności. Każdy i każda znajdzie coś dla siebie. Dla niektórych par odpowiednie będą metody naturalne. Wybór jest, wbrew pozorom, duży a niektóre z metod wykazują się dużą skutecznością. Trzeba jednak spełnić kilka warunków: dokładnie poznać zasady, prowadzić codzienne, dokładne obserwacje przez przynajmniej kilka miesięcy i uczyć się ich interpretacji z pomocą ekspertek/ekspertów. Znam kobiety, które – jak same mówią – z dyscypliną żandarma stosują wybrany sposób obserwacji i interpretacji objawów płodności, dzięki czemu są w stanie odkładać ciążę. Poznałam też młode, konserwatywne katoliczki, które zaszły w ciążę tuż po ślubie, bo nie miały dostatecznej wiedzy i doświadczenia by prawidłowo przewidzieć okres płodny.

Planowanie rodziny w oparciu wyłącznie o obserwacje nie może być przedstawiane jako jedyny słuszny wybór. Jak z każdą metodą, nie jest ona odpowiednia dla wszystkich.


Jej entuzjastki i entuzjaści rzadko to przyznają, ale problem leży w skuteczności realnej – ta teoretyczna może być równie wysoka jak w przypadku innych metod antykoncepcyjnych, jednak przy tzw. „typowym stosowaniu” znacząco spada. Jest to zasadnicza różnica w porównaniu z innymi sposobami zapobiegania ciąży. Trzeba się naprawdę napracować, żeby prezerwatywa pękła, przy stosowaniu pigułek też dość trudno o poważny błąd, spiralę zakładamy na kilka lat. W przypadku metod naturalnych decyzje podejmuje się każdego dnia, biorąc pod uwagę wiele czynników. Jedna pomyłka w interpretacji objawów i wykresów może zakończyć się ciążą. A na zafałszowanie objawów może wpłynąć wiele rzeczy, m.in. stres, alkohol, za krótki sen czy przyjmowanie niektórych leków.

Dla mnie te metody w wersji akceptowanej przez Watykan mają jedno podstawowe „ale” – unikanie seksu w okresie płodnym (gdy ochota na niego jest ogromna) jest dla mnie czymś nienaturalnym i niepotrzebnym.

Jeśli ktoś nie chce wprowadzać do organizmu hormonów, można zastosować prezerwatywę – nikt mnie nie przekona, że takie działanie jest niemoralne. To tylko kawałek lateksu (lub innego materiału) – nie czyni współżycia zwierzęcym ani mniej duchowym, nie psuje więzi między partnerami. Mówię to z własnego doświadczenia jak również na podstawie opowieści licznych znajomych kobiet i mężczyzn.

Gdy czytam argumenty religijnych, samozwańczych znawców tematu, ze zdziwieniem przecieram oczy. Np. ojciec Ksawery Knotz, który pięknie potrafi pisać o duchowych aspektach kontaktu fizycznego między dwojgiem ludzi, w temacie prezerwatyw wygłasza poglądy z kosmosu. Próbuje nas przekonać (nie podając źródeł), że prezerwatywy są niewłaściwe, bo męska sperma „stabilizuje psychikę kobiety” i „wpływa na piękno jej cery” („Seks jakiego nie znacie”, Święty Paweł, 2009).

Jakiś czasu temu z zaciekawieniem przeczytałam książkę konserwatywnej dziennikarki Marty Brzezińskiej-Waleszczyk o katolickich parach niestosujących antykoncepcji (Fronda, 2013). Byłam zszokowana i zasmucona tym, jak niektórzy bohaterowie wywiadów widzą relacje między kobietą a mężczyzną i sam seks. Ich zdaniem, stosowanie antykoncepcji sprawia, że mąż nie szanuje żony, a kobieta oddaje mu swoje ciało „by zrobił z nim co zechce”. Używanie prezerwatyw jeden z panów określa jako „wchodzenie w gumiakach do obory”.

Nie chcę nawet myśleć jak postrzega on kobiece ciało, jeśli waginę porównuje do miejsca, które kojarzy się z czymś brudnym i brzydko pachnącym. Rozmówczynie z tej publikacji kilkakrotnie przyznają, że seks w okresie niepłodnym, gdy nie mają na to ochoty, jest „obowiązkiem” lub uprzejmością dla męża. Te same osoby uważają, że to właśnie metody naturalne gwarantują im zdrowe związki, ba, nawet zachowanie wierności. Widzę tu pewną sprzeczność, a może mam po prostu inne wyobrażenie o tym, czym jest zdrowa relacja...

Jestem w stanie zgodzić się z poglądem osób korzystających z metod obserwacji płodności, że temat jest w Polsce traktowany jako niepotrzebny i pomijany.

Mamy tu do czynienia z pewnym nieporozumieniem. Nadal pokutuje przekonanie, że metody naturalne to tzw. kalendarzyk małżeński. Według danych GUS z 2009 roku nadal kilkanaście procent osób korzystających z różnych sposobów zapobiegania ciąży decyduje się właśnie na korzystanie z „kalendarzyka”. To szokująca informacja, gdyż ta metoda jest od kilkudziesięciu lat uważana za przestarzałą i nieskuteczną.

Dziś okresy płodne i niepłodne wyznacza się na podstawie różnych objawów, np. pomiarów podstawowej temperatury ciała, obserwacji śluzu i położenia szyjki macicy.


Wielu ginekologów i ginekolożek zbywa prośby pacjentek o interpretację wykresu śmiechem. Świadczy to o ich ignorancji i braku szacunku dla wyborów kobiet. Doskonała znajomość mechanizmów płodności to podstawa dla każdego lekarza i lekarki. Obserwacje przydadzą się zresztą każdej kobiecie – dzięki nim lepiej zrozumie swoje ciało, seksualność, będzie w stanie wyłapać zaburzenia hormonalne i szybciej zajdzie w ciążę. Szkoda, że u nas prawie wszystkie publikacje i kursy oferowane są przez instytucje katolickie, gdzie okraszane są odpowiednią dawką religijnych przekonań. Chciałabym, żeby kobiety i nastolatki miały większy wybór. O wynikach swoich poszukiwań „świeckich” źródeł wiedzy z tego obszaru napiszę w najbliższym czasie.

Kobiety i mężczyźni w Polsce korzystają dziś z prawa do decydowania o swojej płodności. Najpopularniejszą metodą zapobiegania ciąży są prezerwatywy, dalej metody hormonalne. Warto także wspomnieć że coraz więcej mężczyzn (zwłaszcza tych, którzy już mają dzieci) decyduje się na zabieg wazektomii. Wybór odpowiadającej nam metody planowania rodziny jest naszym prawem. Jeśli chcemy poważnie rozmawiać o świadomym rodzicielstwie, musimy mówić wprost o wszystkich dostępnych opcjach.
Trwa ładowanie komentarzy...