O autorze
Pani od seksu, specjalizująca się w coachingu seksu i związków dla przyszłych i młodych rodziców. Edukatorka seksualna, nauczycielka metod obserwacji cyklu, trenerka. Studiowała seksuologię kliniczną oraz life coaching, obecnie w trakcie specjalizacji z sex coachingu. W Radio TOK FM prowadzi w niedziele o 23 program "Dobry Seks". Od kilkunastu lat związana z Grupą Ponton. W domowym stadzie żyje z mężem, dwoma kotami i małym synkiem. Szczęśliwa macoszka studentki. Pisze o seksie, przyjemności, ciele, płodności, związkach i edukacji seksualnej. Nie boi się tematów tabu. ankagrzywacz.pl

Mamo, a co to jest prezerwatywa?

fot. jorgejimenez | CC0 Public Domain
Tato, mamo, a co to jest prezerwatywa? Na dźwięk takiego pytania wypowiedzianego przez kilkuletnie dziecko wiele z nas chciałoby uciec lub schować się pod ziemię. Dlaczego tak bardzo panikujemy, gdy pociechy zadają tzw. "trudne" pytania i jak zmierzyć się z tematem?

Jakiś czas temu Małgorzata Ohme wezwała mnie do odpowiedzi w temacie „dzieci i prezerwatywy”. Nie, nie – nie chodzi wcale o to, że dzieci mają używać prezerwatyw ani nawet o to, że dzięki zastosowaniu prezerwatyw można uniknąć ciąży. Rodziców i nauczycieli/nauczycielki nurtuje pytanie, jak o tych prezerwatywach rozmawiać, kiedy i czy w ogóle. Opowiadanie o tej metodzie zabezpieczenia czy prezentacja zakładania gumki na fantom członka to u nas taki symbol edukacji seksualnej, a czasami straszak. "Edukatorzy seksualni będą pokazywać waszym dzieciom jak rozwijać kondomy na bananie albo wibratorze", grzmią konserwatyści. Rzeczywiście, gdyby tylko na tym miały polegać lekcje edukacji seksualnej, sama byłabym przeciwna – spłycanie tematu tylko do pokazywania takiej czy innej metody antykoncepcji nie jest ani sensowne ani skuteczne. Przekazywanie wiedzy na temat seksualności powinno być dostosowane do możliwości poznawczych dziecka lub nastolatka i obejmować całościowo tematykę związaną z ludzkim ciałem, związkami uczuciowymi, rozmnażaniem i seksem.



Wróćmy jednak do osławionych prezerwatyw i potraktujmy je jako skrót myślowy. Pytanie „mamo, a co to jest prezerwatywa” lub wygłaszane głosem znawców przez kilkulatki stwierdzenia typu „tato, a ja wiem, co to ta prezerwatywa – to taka osłonka na penisa” (cytat prawdziwy) potraktujmy jako symbol trudnych, czasami krępujących tematów, które prędzej czy później pojawią się w rozmowach z potomstwem. Jak (nie)reagować i jak pomóc dziecku zrozumieć świat, także w obszarze seksualności? Kilka wskazówek i spraw, które warto sobie przemyśleć:

Po pierwsze – gdy dzieci, szczególnie te młodsze, zadają nam krępujące czy szokujące pytania, na ogół to skrępowanie czy zdziwienie jest w nas, a nie w nich. Dziecko stopniowo poznaje normy panujące w społeczeństwie i dopiero z czasem zaczyna rozumieć kontekst słów. Na przykład taki, że pewne części ciała są neutralne, a inne bardziej intymne. Pochwa jest dla kilkulatki/a tak samo interesującym obiektem jak ucho, a słowo seks nie wzbudza jeszcze emocji. Zastanów się, jak w prostych słowach wyjaśnił/abyś podstawowe pojęcia związane z tą sferą – piersi, cipka, siusiak, pupa, seks, całowanie się, ciąża, prezerwatywa, spirala. Dziecko może gdzieś usłyszeć te określenia i zapytać o nie z ciekawości. Najgorsze, co można zrobić to być nieprzygotowanym, spłonąć rumieńcem albo powiedzieć, że to jest „be” lub „dowiesz się, jak podrośniesz”. Lepiej odpowiedzieć jednym, dwoma zdaniami – to często wystarczy.

Po drugie – pytania o intymne części ciała czy antykoncepcję warto wzbogacić kilkoma słowami o tym, że ciało należy do nas i nikt nie ma prawa robić nam krzywdy czy dotykać, gdy nie mamy na to ochoty.
Można wspomnieć, że dotykanie genitaliów czy piersi to coś, co czasem musi zrobić lekarz w trakcie badania (za zgodą rodzica) oraz że ludzie robią to także dla przyjemności, ale żaden dorosły nie ma prawa wymagać takich rzeczy od dziecka. W ten sposób uczulimy pociechy na zjawisko „złego dotyku” i pomożemy im się przed tym bronić.

Po trzecie – nie musimy fundować potomstwu szczegółowych wykładów z zakresu edukacji seksualnej. Z domu dziecko powinno wynieść ważne wartości i przekonania – że ma prawo mieć swoje granice i inni muszą je szanować, że uczucia takie jak miłość i przyjaźń są ważne, że warunkiem dobrych związków jest szczerość i dobra komunikacja, że seks jest czymś pozytywnym, ale wymaga dojrzałości i wiedzy. To, w jakim stopniu rodzic ma wcielać się w rolę edukatora seksualnego zależy od jego/jej własnych kompetencji. Jeśli sami nie mieliśmy edukacji seksualnej to trudno oczekiwać, że będziemy teraz realizować program domowego kształcenia w tym zakresie.

Uwaga! Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku zapewnienia naszemu dziecku rzetelnych zajęć z edukacji seksualnej w szkole. W naszym systemie od 5. klasy szkoły podstawowej są zajęcia Wychowania do życia w rodzinie. Pod tą niefortunną nazwą kryje się nienajgorszy program – dobry nauczyciel/ka zapewni waszym dzieciom i nastolatkom solidną dawkę informacji i umiejętności, które pomogą im połapać się w dzisiejszym skomplikowanym świecie. Wytłumaczy nie tylko, jak stosuje się prezerwatywy, ale też po co. Powie czym są odpowiedzialne relacje seksualne, jak chronić się przd przemocą w realu i w Internecie, bez skrępowania pogada z uczniami o warunkach dobrej inicjacji seksualnej, nauczy podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Warto zainteresować się czy szkoła realizuje program, kto prowadzi zajęcia, jakich używa podręczników i czego klasa dowiaduje się na lekcjach. Bo nie wystarczy pójść do kiosku i kupić sobie gumkę. Edukujmy młode pokolenie tak, żeby "przed faktem" potrafiło także ruszyć głową.
Trwa ładowanie komentarzy...