O autorze
Pani od seksu, specjalizująca się w coachingu seksu i związków dla przyszłych i młodych rodziców. Edukatorka seksualna, nauczycielka metod obserwacji cyklu, trenerka. Studiowała seksuologię kliniczną oraz life coaching, obecnie w trakcie specjalizacji z sex coachingu. W Radio TOK FM prowadzi w niedziele o 23 program "Dobry Seks". Od kilkunastu lat związana z Grupą Ponton. W domowym stadzie żyje z mężem, dwoma kotami i małym synkiem. Szczęśliwa macoszka studentki. Pisze o seksie, przyjemności, ciele, płodności, związkach i edukacji seksualnej. Nie boi się tematów tabu. ankagrzywacz.pl

Moja lista antykoncepcyjnych marzeń

ilustracja: Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton
Dziś Światowy Dzień Antykoncepcji, warto więc poświętować – ucieszyć się z tego, co mamy i z czego możemy (ale nie musimy) korzystać. A ja przedstawiam swoją prywatną listę życzeń.

Antykoncepcja to dla mnie ważny temat. Dzięki temu, że w porę zdobyłam wiedzę, jak uniknąć nieplanowanej ciąży i zamieniłam tę wiedzę w czyny, moje życie potoczyło się tak jak chciałam i mogę dopiero teraz, gdy czuję się na to gotowa, starać się o dziecko.



Historia antykoncepcyjnych horrorów

Dziś Światowy Dzień Antykoncepcji, warto więc poświętować – ucieszyć się z tego, co mamy, z czego możemy (ale nie musimy) korzystać. Jeszcze tak niedawno ludzie stosowali różne przerażające narzędzia, aby zapobiec ciąży. Prezerwatywy były tak grube, że facet niewiele w nich czuł albo trzeba było je przywiązywać tasiemką do nasady członka. Kobiety stosowały pesaria – metalowe przedmioty, wprowadzane (auć!) do szyjki macicy, powodujące liczne infekcje. Pierwsze pigułki zawierały ogromne dawki hormonów, przez co miały mnóstwo skutków ubocznych.

Dziś wybór jest spory – od cieniutkich prezerwatyw wykonanych ze specjalnych materiałów, które lepiej przewodzą ciepło, dając naturalne doznania, przez podskórne implanty dające ochronę na wiele lat, niskodawkowe pigułki aż po trwałe metody antykoncepcji polegające na zablokowaniu nasieniowodów czy jajowodów. Mamy też bardzo skuteczne i oparte na podstawach naukowych metody rozpoznawania płodności, które - w połączeniu z abstynencją lub stosowaniem prezerwatyw w dni płodne – dają bardzo dobre i naturalne zabezpieczenie przed ciążą. Mimo tych wszystkich udogodnień problem nieplanowanych ciąż nie zniknął. Ciągle za mało jest edukacji, dobrych porad lekarskich, a dla wielu osób antykoncepcja jest za droga lub z przyczyn zdrowotnych niektóre metody są niedostępne.

Zaczęłam dziś pisać moją antykoncepcyjną listę życzeń:

1. Chciałabym, żeby powstała państwowa sieć poradni, w których można za darmo uzyskać fachową pomoc i wiedzę. Dziś w kolejce do ginekologa lub ginekolożki czeka się czasem wiele tygodni, a czas wizyty jest ograniczony. Nie da się w takich warunkach przeprowadzić pogłębionego wywiadu i porozmawiać o potrzebach danej kobiety lub pary. Zresztą, nie wszystkie metody wymagają konsultacji medycznej. W poradniach dyżurowałyby osoby kompetentne, które nauczyłyby jak prawidłowo stosować prezerwatywy męskie i damskie, pokazały jak zakłada się kapturek naszyjkowy, udzieliłyby porady w zakresie obserwacji cyklu.

2. Antykoncepcja powinna być refundowana, przynajmniej częściowo. Mówienie, że nie jest ona lekiem, dlatego państwo nie powinno się do tego dokładać, jest nieporozumieniem. Stosowanie antykoncepcji jest korzystne społecznie – dzięki niej rodzą się dzieci chciane i planowane, a ludzie mogą bardziej świadomie kierować swoim życiem, edukacją i karierą zawodową. Dziś refundowany jest tylko jeden rodzaj tabletek starszej generacji (pod kilkoma nazwami handlowymi). Nie każda kobieta może je stosować i nie każda chce. Refundowane powinny być także metody niehormonalne (np. spirale, kapturki, a przede wszystkim prezerwatywyi) i porady na temat metod obserwacji płodności. Tylko szeroki wybór gwarantuje prawdziwą swobodę w dostępie do metod planowania rodziny.

3. Poziom kształcenia studentów/ek medycyny i położnictwa o antykoncepcji powinien się poprawić. Słyszałam opowieści o wydziałach, gdzie te tematy są bardzo pobieżnie omawiane albo nacisk kładzie się tylko na metody naturalne. Wiedza o środkach planowania rodziny to nie wszystko – przyszli lekarze i lekarki powinni rozumieć, że potrzeby zmieniają się wraz z sytuacją życiową i że prawo do antykoncepcji jest prawem człowieka. Ze smutkiem odpowiadam na forum Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton na pytania nastolatek , którym lekarz lub lekarka zapisał/a środki hormonalne bez dokładnego wywiadu i wyjaśnienia, jak je stosować i na czym to w ogóle polega. Te dziewczyny myślą, że mają dni płodne, gdy biorą pigułki! Nie mają pojęcia, że hormony blokują owulację.

4. Trzeba w końcu odczarować w Polsce trwałe metody antykoncepcji. Celowo piszę trwałe, a nie permanentne, bo są one częściowo odwracalne. Chodzi mi o zabiegi wazektomii i salpingotomii, polegające na tzw. podwiązaniu nasieniowodów czy jajowodów. W Polsce wiem o jednym lekarzu, który takie zabiegi wykonuje, wiele osób wyjeżdża do klinik za granicą. A przecież jest to fantastyczna opcja dla par, które zdecydowały, że nie chcą mieć dzieci, dla osób, które z przyczyn zdrowotnych nie chcą się rozmnażać czy dla tych, którzy mają już taką rodzinę, jaką sobie zaplanowali.

5. Chciałabym, żeby działała u nas sieć świeckich poradni metod rozpoznawania płodności. Ta dziedzina jest u nas całkowicie zdominowana przez osoby o konserwatywnych, katolickich poglądach, kursy w większości prowadzone są w ośrodkach i na uczelniach kościelnych. Jakość przekazywanej wiedzy pozostawia wiele do życzenia. Na forach ślubnych można przeczytać wiele opisów par, którym instruktor lub instruktorka NPR (naturalnych metod planowania rodziny) skutecznie obrzydziła ich stosowanie na kursach przedmałżeńskich poprzez swoją niekompetencję lub zanurzenie w ideologicznym sosie. Niestety służba zdrowia nie spełnia tu swojego zadania. Sama pokazywałam kiedyś swoje wykresy kilku lekarzom i lekarkom, którzy tylko popatrzyli na mnie pobłażliwie. A przecież wiedza na temat własnej płodności powinna być czymś absolutnie podstawowym, bez względu na to czy chce się ją wykorzystywać antykoncepcyjnie czy na przykład do skrócenia czasu starań o ciążę.

6. Rzetelna edukacja seksualna i jasne prawo, umożliwiające nastolatkom dostęp do skutecznej antykoncepcji. Niestety, te dwa marzenia są dalekie od realizacji. W podręcznikach do Wychowania do życia w rodzinie możemy przeczytać nieprawdziwe informacje, jak ta, że antykoncepcja „po” ma działanie poronne. Dziewczyna, która ma mniej niż 18 lat i współżyje seksualnie, ma utrudniony dostęp do skutecznej antykoncepcji. Lekarz lub lekarka może odmówić jej recepty, jeśli nie ma zgody rodzica lub opiekuna.

7. To marzenie ma chyba szansę się spełnić, choć częściowo. Powinnyśmy mieć realną możliwość uzyskania porady i recepty na antykoncepcję od położnej lub pielęgniarki. Wchodzące w przyszłym roku w życie przepisy mają zezwalać pielęgniarkom i położnym – w zależności od poziomu ich wykształcenia - na wypisywanie recept (lub recept na kontynuację leczenia). Jak to będzie działało w praktyce, trudno powiedzieć.

To tyle moich przyziemnych marzeń. Wszystkie dotyczą spraw, które można wprowadzić życie przy odrobinie dobrej woli i myślenia. Mam też marzenia bardziej fantastyczne, np. większy wybór metod i środków antykoncepcji dla mężczyzn. Byłoby fantastycznie, gdyby każda para miała szeroki wybór możliwości i sama decydowała, jak tę odpowiedzialność rozłożyć. Dziś w grę wchodzi tylko prezerwatywa męska albo trwała wazektomia.

Chcesz wiedzieć więcej o antykoncepcji albo podzielić się swoją historią? Zajrztj na stronę kampanii Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Solidarne w zdrowiu.
Trwa ładowanie komentarzy...